sobota, 24 marca 2012

Najwyższy czas zaprezentować tu kilka zdjęć z kuchni. Wyposażenie kuchni mamy już niemal w komplecie, brakuje jeszcze lodówki i krzeseł przy stole, ale jest to w tej chwili najbardziej zaawansowana wykończeniowo część domu.

A więc od słów do czynów. Oto ona:

Kuchnia

Kuchnia jest połączona z salonem, wydzielona jest optycznie wyłącznie wyspą z płytą grzewczą i stołem.

Wyspa

Stół, poza byciem po prostu stołem, posiada taką oto niespodziankę - półeczki na wino:

Półki na wino

Początkowo obawiałam się, czy stół nie jest aby za niski - jest o dobre 10 cm niższy niż stół w naszym obecnym mieszkaniu. Ale nie - po przystawieniu stołka (jak już wspominałam, krzeseł jeszcze nie mamy) okazuje się, że całkiem nieźle się sprawuje - także jako stolik do pracy.

Stół

Teraz jeszcze tylko lodówka i krzesła, i da radę nawet jakichś gości zaprosić :)

poniedziałek, 27 lutego 2012

Na miniony weekend Mikołaj zaplanował wybór okapu i oświetlenia. Mikołaj lubi planować :) Na szczęście nie jest ortodoksem jeśli chodzi o realizację tych planów, więc kiedy w niedzielę wieczorem, po weekendzie spędzonym w sposób o niebo przyjemniejszy niż porównywanie okapów spytałam, czy coś robimy w tym temacie, wzruszył tylko ramionami, mamrocząc znad drugiego (a może już wtedy trzeciego?) tomu "Pieśni lodu i ognia" coś w stylu "ee, zdążymy kiedy indziej". 

Ja jednak stwierdziłam, że może mimo wszystko spróbuję rzucić choć okiem na te okapy. Rzuciłam. Jednym, drugim, trzecim... Stój, coś za dużo. No więc w każdym razie rzuciłam. I doszłam do smutnego wniosku - a właściwie kilku:

  1. Okapy, zwłaszcza okapy wyspowe, są absurdalnie drogie. 
  2. Okapy wcale nie są jakieś piękne. A jak są to są jeszcze droższe niż absurdalnie drogie.
  3. Nie wierzę za specjalnie w skuteczność okapu. A nawet jeśli by był skuteczny, to by pewnie był koszmarnie głośny, co z automatu niweluje zaletę skuteczności, bo po prostu bym go nie włączała... (W opisie jednego z okapów, który na III biegu pracował z głośnością 53 dB  znalazłam informację, że długotrwałe narażenie na dźwięk o natężeniu powyżej 50 dB może być szkodliwe dla zdrowia. Nie ma to jak dobra autoreklama).
  4. Marzy mi się lekka, delikatna konstrukcja - ktoś widział taki okap, który przy wysokości około metra nie byłby po prostu wielkim klockiem ewentualnie wielką tubą, a jednocześnie nie byłby absurdalnie drogi (vide punkt 1) oraz byłby w miarę skuteczny i cichy (vide punkt 3)? Nie? 
  5. Biorąc pod uwagę powyższe, mój wewnętrzny Scrooge nie pozwala mi przejść do porządku dziennego nad wydatkiem paru tysięcy złotych na coś, co mi się za bardzo nie podoba i co do praktyczności czego mam poważne wątpliwości.

Poza tym wszystkim dowiedziałam się, że okapy działające jako wyciąg wyposażone są w filtry, które co jakiś czas należy myć (można w zmywarce!), gdyż w przeciwnym razie nasączone tłuszczem filtry mogą stać się łatwopalne. Moja wyobraźnia mnie tu zawodzi - mimo usilnych starań nie jestem w stanie wymyślić, w jaki sposób filtr z okapu mógłby się zapalić. Nie pomógł mi tu też Google, który na hasło "płonący filtr okapu" nie raczył był zaprezentować nic, co by istotnie wyglądało jak płonący filtr. No cóż.

W opisie innego okapu wyczytałam, że "wbudowany czujnik przypomni Tobie o wyczyszczeniu filtrów aluminiowych po 20 godzinach pracy okapu." I to mi dało do myślenia - kiedy ostatnio czyściłam filtr w moim okapie? Hmmmm. Pamiętam, że ze dwa razy nawet podjęłam tę próbę, ale przyznam, że ani szorowanie, ani zmywarka nie wpłynęły jakoś znacząco na jego czystość. Może za mało się starałam :) W każdym razie nie jestem przekonana, czy "wbudowany czujnik" ogłaszający wszem i wobec, że powinnam wyczyścić filtr, by mnie ucieszył. Swoją drogą ciekawe, jak ten "wbudowany czujnik" to ogłasza, hm?

poniedziałek, 20 lutego 2012

Rozmawiamy na gtalku:

  • M.: Jak masz chwilkę to możesz poszukać wykonawcy ogrodzenia na forum muratora.
  • Ja: Aha...
  • M. (pół godziny później): możesz poszukać wykonawcy ogrodzenia
  • Ja: nie mogę na razie, mam spotkanie i muszę się przygotować
  • M.: spox, jutro, pojutrze, kiedyś.
  • Ja: (przeczytawszy jeszcze raz, na co się właściwie nie zgodziłam): ogrodzenia?? czekaj. dopiero zajarzyłam o czym mówisz.


I w ten to sposób zostało mi brutalnie przypomniane, że mamy jeszcze ogrodzenie do zrobienia :)

środa, 15 lutego 2012

Wybór materiałów dostępnych na etapie wykończenia bywa - nie, źle, stój, nie bywa, JEST przytłaczający. Z sentymentem wspominam czasy budowy stanu surowego, kiedy wybór rodzaju budulca w znacznej mierze wynikał z projektu, a nam pozostawała co najwyżej decyzja, czy bloczki z betonu komórkowego powinny być firmy Ytong, Solbet czy może H+H. Może wtedy to się wydawało trudną decyzją - ale zapewniam Was, że w porównaniu z wyborami na etapie wykończeniówki to pestka. Tyle co nic.

Pamiętam jedną z wizyt w TTW Opex, kiedy wybieraliśmy gres i glazurę. Chodziliśmy między sklepami, komentując: no to ładne, owszem... to też... to nie koniecznie... Ale po obejrzeniu stu dwudziestu ośmiu rodzajów gresu w kolorze złamanej bieli naprawdę można mieć dość :) Jeszcze ciekawszym doświadczeniem był wybór farby w sklepie firmy Myszak (którą swoją drogą bardzo polecam - na warszawskim Mokotowie). Potrzebowaliśmy dość konkretnego odcienia. Nie powiem jakiego, bo nie umiem go nawet dobrze nazwać - zgaszona żółć? Jasna zgaszona zółć? Mieliśmy nawet ze sobą próbkę farby. Efekt? Spędziliśmy z pół godziny, oglądając na wzornikach odcienie różniące się od siebie o jakieś ułamki procent. Coś niesamowitego, ile tego było.

Ale miało być o eko. Przy okazji niektórych wyborów daliśmy się namówić na naturalne materiały: jeden kamień na obudowę kominka i parapety, inny na schodki wejściowe, olej zamiast lakieru na parkiecie. Ok, może olej nie jest jakiś niesamowicie ekologiczny, ale sprawia, że drewno wygląda bardziej naturalnie niż pod warstwą lakieru. I wiecie co? Nigdy więcej. 

Materiały naturalne są piękne. Fakt. Ale są bardzo delikatne i dużo trudniejsze w utrzymaniu niż ich w 100% sztuczne odpowiedniki. Taki łupek. Piękny, owszem, ale miękki - z łatwością można go niechcący zarysować. Co oczywiście którejś z naszych ekip już się udało. Nie są to duże rysy, ale jednak są. Inny kamień, też łupek, na ganek. Świetnie wygląda, ale w sklepie polecono nam potraktować go impregnatem, no bo w końcu na zewnątrz. Potraktowaliśmy - rezultat jest taki, że widać na nim każdy odcisk buta. Taki olejowany parkiet: super, ale już teraz widzimy, że przed ostatecznym wprowadzeniem się (albo tuż po) będziemy musieli zafundować mu lekką renowację. Miejscami bowiem olej zmatowiał - zapewne od zmasowanego tupotu stóp kolejnych ekip. 

Zapewne nie jestem z tym tytułem tak do końca szczera. Czasem myślę, że budując kolejny dom wybrałabym tworzywa sztuczne i oszczędziła sobie nerwów. Ale z drugiej strony... Mamy w końcu piękną drewnianą elewację, która nawet jak się zestarzeje to chyba i tak będzie mi się podobać. Mamy piękną kamienną obudowę kominka. Mamy ... niebanalną okładzinę schodów na zewnątrz. I czasem umiem przymknąć oko na te rysy, otarcia, ślady butów... 

niedziela, 12 lutego 2012

Uzupełnienie ostatniego wpisu. Otóż przy okazji dzisiejszego oprowadzania gości po naszym.. ekhm... już-nie-budowie-ale-chyba-jeszcze-nie-domu odkryłam kilka innych braków, o których zapomniałam wspomnieć. 

Jeszcze w kwestii gości: idealni goście potrafią chwalić bez popadania w przesadę. Gospodarze lubią słyszeć "ach jak ładnie", "bardzo mi się to podoba" i "świetnie to wymyśliliście" - frazy te podbudowują ego gospodarzy i sprawiają, że jakoś lżej przychodzi im płacenie tej comiesięcznej, horrendalnie wysokiej, raty kredytu. Jednak ich nadmiar budzi niepokój gospodarzy i rodzi podejrzenia, że albo nasz gość jest nie do końca szczery, albo, no cóż, może najwyższy czas pogodzić się z faktem, że rzeczywiście jesteśmy genialni :)) Nie wiem, co gorsze :))

Ale wracając do tematu braków. Otóż brakuje:

- wykończenia okien - w sensie karniszy / zasłon / firanek / rolet * (niepotrzebne skreślić). To nowość - chyba jeszcze ani razu się nie zastanawiałam nad tym, co tam ma być. 

- barierek na zewnątrz niektórych okien. Co ciekawe, już raz sobie przypomniałam o tych barierkach i nawet poświeciłam im wpis w grudniu 2010. I co? I mamy luty 2012 a ja znowu zdążyłam o nich zapomnieć. Co robić.

- okapu. Podchodziliśmy do tego już kilkakrotnie, za każdym razem bez efektu - a raczej z efektem pt. "dobra, zastanowimy się później". Nadal nie wiemy, jaki okap.

- kilku gniazdek i wyłączników elektrycznych. Do niedawna żyłam w błogim przeświadczeniu, że przynajmniej ten temat mamy zamknięty - aż do momentu, kiedy przy jakiejś okazji zaczęliśmy się zastanawiać, gdzie też może znajdować się wyłącznik światła w garażu. Szukaliśmy, nie znaleźliśmy. Szukał elektryk, nie znalazł - przynajmniej do czasu, gdy kontrolnie skuł tynk w paru miejscach wytypowanych jako podejrzane. Wyłącznik się cudowanie odnalazł, co skłoniło nas do przeglądu gniazdek i wyłączników w całym domu. Wyjątkowo podejrzana wydała nam się liczba gniazdek w łazience - czy to możliwe, że zgodziłabym się na JEDNO gniazdko w całej łazience? Hm. Po skuciu mozaiki i zdjęciu kawałka płyty kartongipsowej oczom elektryka ukazały się dwa kabelki. O, tu, gdzieś w połowie wysokości tego zielonego kartongipsu, po prawej stronie.

Bingo. Uff. "Podziękowania" dla ekipy tynkarzy.

piątek, 10 lutego 2012

Moja komórka odmówiła współpracy - po podłączeniu do komputera nie jest widoczna i jedyny sposób na przegranie z niej zdjęć to wysyłanie po jednym mailem. Przy czwartym wymiękłam.

Dlatego dziś, parafrazując motto znanego programu, minimum zdjęć, maksimum słów - a ewentualne zdjęcia historycznej raczej natury. 

Jakiś czas temu zastanawialiśmy się, czego nam jeszcze brakuje do końca. No bo w sumie, jak tak wejść i rozejrzeć się, to wydaje się, że koniec już tuż tuż (ależ mi się rymuje). Dom wygląda... z grubsza jak dom, nie jak budowa :) Jest podłoga, ładna, drewniana, jest WC (a nawet dwa), jest umywalka (na razie jedna), ściany są pomalowane, w paru miejscach nawet oprawy oświetleniowe już są... A jednak.

Czego jeszcze nie ma (kolejność z grubsza nijaka):

- drzwi wewnętrznych na parterze. Na piętrze drzwi już mamy, na parterze brakuje trzech skrzydeł - do wiatrołapu, pomieszczenia gospodarczego i łazienki. Na piętrze natomiast brak...

- klamek w drzwiach. Niby nic, a jednak drzwi jakoś tak... łyso wyglądają bez klamek. O tak łyso:

Łyse drzwi

- odboi do drzwi. (Musiałam wyguglać, jak to się nazywa, strzelałabym raczej, że "odbijacze"). Wiecie, te taki małe pumpki co się je montuje w podłodze, żeby drzwi w ścianę nie uderzały. 

- części listew przypodłogowych. Ekipa od podłóg większość z nich zamontowała, ale jak to z ekipami - stwierdzili, że nie będą montowali listew tam, gdzie jeszcze nie ma ościeżnic, po czym nic nikomu nie mówiąc wzięli i pojechali. Oczywiście będą musieli skończyć, ale czego nie zrobili, to ich...

- luster w obu łazienkach - co dobrze widać na zdjęciach w poprzednim wpisie.

- szafki i tabli szkła lacobel w małej łazience

- szafki pod umywalkę, umywalki i baterii umywalkowej w górnej łazience. Gwoli ścisłości, umywalka i bateria fizycznie są, ale leżą na razie w pomieszczeniu gospodarczym (albo w garażu może?) i czekają na umywalkę.

- lodówki. Ale przynajmniej już zdecydowaliśmy, jaka będzie, ufff. 

- drzwi przesuwnych do garderoby w sypialni i wnętrza garderoby. O ile co do wnętrza mamy plany ikeowe, to drzwi muszą być na zamówienie. 

- szafy wnękowej. Szafa będzie w miejscu, którego nie fotografuję zbyt często, dlatego tu zdjęcie archiwalne mocno - wnęka na szafę po prawej:

Korytarz na szafę

- siedzisk pod schodami. To niby już część meblowa, ale raczej pokroju szafy wnękowej niż stołu, a więc stała - w tej chwili gotowe są wnęki z cegły, otynkowane, które należy wykończyć drewnem i poduszkami - chodzi o to coś pod ścianą:

Wnęki na siedziska

- oświetlenia. Nawet nie będę próbowała zliczyć, ile kinkietów, lampek i tym podobnych nam brakuje. Ale mamy zamontowane chyba już wszystkie halogeny - to już coś.

- mebli. Temat rzeka - zastanawialiśmy się ostatnio, jaki zakres minimum mebli potrzebny jest do wprowadzenia się. Wiem, że są więksi minimaliści, ale my obstawiamy łóżko. I ze dwa krzesła przynajmniej przydałyby się :)

Być może zauważyliście, że na powyższej liście nie ma zabudowy kuchennej - bo ta, uwaga, już jest! Ale coś sobie muszę zostawić na kolejny wpis :))

sobota, 12 listopada 2011

Jest pewna zależność pomiędzy częstotliwością wpisów na blogu a poziomem mojego zapału do budowy. I, jak wyraźnie widać, jedno i drugie w ciągu ostatniego roku mocno osłabły.

Do końca brakuje nam niby niewiele, ale to "niewiele" rozkłada się w rzeczywistości na całą masę mniejszych lub większych spraw, które trzeba załatwić, decyzji, które należy podjąć, rzeczy, które należy wybrać, oraz - co być może najważniejsze - pieniędzy, które na to wszystko trzeba wydać. Czasy, w których finansowaliśmy budowę z kredytu wydają się teraz być zamierzchłą przeszłością. Tak mogłaby się zaczynać jakaś bajka - dawno, dawno temu, kiedy na koncie M&M wygodnie leżały pieniądze z kredytu, a każdy kolejny miesiąc - ba! tydzień! - przynosił znaczną zmianę krajobrazu budowlanego... No cóż, było, minęło. 

Zapewne każdy etap budowy ma swoje dobre i złe strony, jednak najgorsze jest chyba to, kiedy któryś z etapów przedłuży się ponad miarę. Wykończenie - zwłaszcza od pewnego momentu, gdy podłogi już leżą - ma to do siebie, że w gruncie rzeczy niewiele się zmienia. Ot, tu jakaś lampka, tutaj drzwi (na razie bez klamki), tutaj nad wanną pojawi się bateria, a tu na ścianie ładny kolor. Wszystkie te rzeczy razem sprawiają, że dom zaczyna wyglądać jak dom, jednak nie pojawiają się nigdy wszystkie na raz, a pojedynczo nie dają takiego efektu. Muszę dopiero spojrzeć na zdjęcia sprzed roku czy nawet kilku miesięcy, aby docenić różnicę. 

A różnica jest: z pewnymi problemami, ale jednak, udało nam się z grubsza skończyć temat łazienek. Co nieco oczywiście jeszcze brakuje, ale przynajmniej widać wreszcie, że to łazienka:

Łazienka góra

(pod tym kątem nawet za bardzo nie widać nierówno położonej mozaiki.. :)))

Łazienka góra

Łazienka góra

Na ostatnim zdjęciu widać (a raczej, gwoli ścisłości, nie widać) to, czego jeszcze brakuje w tej łazience: szafki na umywalkę wraz z umywalką, baterii, lustra, oświetlenia nad lustrem. 

W dolnej łazience brakuje mniej, ale - być może ze względu na swój rozmiar? - wygląda na bardziej niedokończoną. Poza tym nie ma tam na razie za bardzo światła i trudniej zrobić dobre zdjęcie :)

Łazienka dół

sobota, 23 lipca 2011

Wg Wikipedii, pokrzywa zwyczajna jest byliną, osiągającą do 1,5 (1,8) m wysokości. Preferuje stanowiska żyzne, zasobne w azot.

Hm. Musimy mieć w takim razie bardzo zasobną w azot glebę, gdyż pokrzywa nam się rozpleniła. Zarosła cały ogród. A właściwie, gwoli ścisłości, miejsce, w którym kiedyś planowany jest ogród, bo na razie bardziej przypomina to to dżunglę niż ogród... W żadnej z moich książek o ogrodach (nie, zebym aż tak dużo ich miała) nie zauważyłam, aby ktoś sugerował wyhodowanie sobie w ogrodzie pokrzyw wyższych od człowieka... Ani, jak się chwilę nad tym zastanowić, ostów. 

Wracając jednak do rzeczy. Kiedy kupowaliśmy działkę, porośnięta ona była piękną, miękką trawą - jak na tych zdjęciach z kwietnia czy maja 2009. W międzyczasie udało nam się dość skutecznie tę trawę wyplenić, stosując niezawodne metody jak wykopy pod fundamenty, deptanie jej zawzięcie kolejne ekipy budowalna, rozjeżdżanie jej przez dźwigi czy betoniarki czy  posypywanie jej wszelakiej maści odpadkami budowalnymi. Pewnie jeszcze znalazłoby się parę sposobów, o których nawet nie wiem, i może lepiej. Koniec końców, trawa poddała się, a nasza piękna działka zamieniła się w klepisko/wielkie błoto/wysypisko śmieci okołobudowlanych (niepotrzebne skreślić - w zależności od pogody i warunków). 

Jednak wystarczy trochę spokoju, parę ciepłych tygodni i nieco wody, by przyroda dobitnie nam pokazała, kto tu rządzi. Zamiast miłej, zielonej trwaki, na naszej działce wystrzeliły pokrzywy giganty oraz osty olbrzymy. Najlepiej było oglądać ogród z wysokości pierwszego piętra, bowiem wejście pomiędzy agresywne chwasty groziło ... sama nie wiem, czym, ale na pewno czymś nieprzyjemnym. 

Taka sytuacja, w której czuliśmy się nieco ograniczeni w możliwości dysponowania naszym włanym ogrodem, nie mogła trwać wiecznie. Tym bardziej, że nadeszło lato, lato oznacza grilla z przyjaciółmi, a gdzie tu rozstawić grilla wśród pokrzyw? Nie wspominając już o wpuszczaniu przyjaciół w pokrzywy... W maliny to jeszcze, ale w pokrzywy...

Dalsza część tej historii obejmuje jedną Agnieszkę, jedną kosę spalinową, kilka kaszanek z grilla i sporo ugryzień komarów. Efekt - ogród został odzyskany. Przyroda - my 1:1.

sobota, 02 lipca 2011

.. po tej przerwie.

Może na rozgrzewkę od paru zdjęć elewacji. Najpierw widok od frontu:

Elewacja od frontu

I od tyłu:

Elewacja od tyłu

Przyznacie, że prezentuje się elegancko? To drewno to okume. Ma naturalnie taki kolor, było jedynie impregnowane, nie było w żaden sposób dodatkowo barwione. Nie wiem, jak będzie wyglądało po kilku latach, choć wykonawca twierdził, że nie wymaga jakiejś specjalnej pielęgnacji. Na razie wygląda świetnie.

Elewacja z boku

I jeszcze zbliżenie na garaż:

Garaż

niedziela, 06 marca 2011

A na poprawę nastroju - wspaniały filmik opublikowany na You Tube przez Ministerstwo Finansów :) Majstersztyk, popłakałam się :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9